Kolejna kłótnia z Jesy. Powód gang. Przypomniało jej się to co było kiedy miałam 15 lat. Byłam w szkolnym gangu. Pff... osiedlowym gangu. Wszyscy się nas bali.
Byliśmy najgorsi z najgorszych. Tysiące razy byliśmy na policji. Zabrałam mojego iphona z blatu kuchennego i poszłam na górę. Otworzyłam drzwi do mojego pokoju i położyłam się na łóżku.
-,,Niech przestaną się mnie czepiać"- pomyślałam a po chwili włączyłam moją ulubioną piosenkę. Zawsze poprawiało mi to humor. Leżałam tak do 23:00. Próbowałam poprawić poduszkę i zasnąć, ale moje drzwi się otworzyły. Do mojego pokoju weszły spanikowane Jesy i Perrie. Usiadły na moim łóżku a Perrie pokazała mi swój telefon na którym widniał taki SMS:
-Nie obwiniaj się.- powiedziała Pezz łapiąc mnie za rękę.
-Dzwoniłyśmy do chłopaków.- dodała.- Powiedzieli, że tam pojadą i pomogą Leigh.
Ta, mogłyśmy się martwić, ponieważ Leigh od dwóch dni nie dawała znaku życia.
*~*
-Czekajcie na mnie.- powiedziałam dziewczyną. Czas wyruszać. Czekali już chłopcy. Ręce trzęsły mi się jak opętane.
*~*
~Jade~
-Jade spokjnie. - usłyszałam za sobą głos Zayna.
-Ja się wcale nie boje...- powiedziałam.
-Nie musisz udawać. Znam cię jak siostrę.
Nie zdążyłam mu odpowiedzieć bo byliśmy już na miejscu.
Szłam za chłopakami nie spokojnie.
-Witam, witam. - odezwał się jakiś brunet. Za nim stała jakaś blondi. Jak słyszałam nazywała się Cara czy jakoś tak, a ten brunet James.
~Oczami Perrie~
Dojechałyśmy z Jesy na miejsce. Widziałyśmy z daleka Jade i Harry'ego. Dobiegłyśmy do starego budynku. Jesy podała mi wsuwkę do włosów, abym otworzyła zamek. Moim oczom ukazała się zapłakana Lee. Wskoczyła nam na szyje. Przytuliłam zapłakaną Lee i powoli wyszłyśmy z budynku. Dobiegliśmy do Jade i chłopaków. Kiedy Zayn nas zobaczył kazał nam się chować za nim. Tak zrobiłyśmy. Jade tak też zrobiła.
-Dla kogo pracujecie?!- krzyczał Harry.
-Dla.... Pana Dylan'a... Dylan'a Tomlinsona.
Spojrzałam na Louisa i Jade. Zamarli.
________________
Dawno nie było rozdziału.
Jak się podoba?
Czytasz?- Komentuj!
.png)
